Tourismusball bad leonfelden fotos 2015

Film Fotograf to czysty paradoks już od momentu spojrzenia na plakat. Bo oto dostajemy film, w którym podświetlone jest nazwisko Tomasz Kota. A jak Kot, to musi być dobry film, w końcu poza kinowymi rolami komediowymi, aktor gra w naprawdę dobrych filmach. Vide Bogowie. Polski reżyser, polscy aktorzy w pierwszym rzędzie, nieco tandetna fabuła, z której można zrobić kiczowaty thriller klasy B. Dopiero po zagłębieniu się w opis, dostrzec można zarys czegoś dobrego. ZSRR, lata 70., psychuszki, czyli sposób na eliminowanie sprzeciwiających się władzy. Najlepszy film według krytyków to, jak pokazuje przykład Idy, niekoniecznie najlepszy film dla widzów. Artystyczny, doskonały, głęboki, z przekazem, ale mało który widz wybiera się do kina po artystyczne doznania. Na pierwszym miejscu fabuła, akcja, a tych w Idzie brakuje. Jednak Fotograf serwuje do ostatniej chwili niepewność.

Akcja filmu dzieje się równolegle we współczesnej Moskwie oraz w latach 70. w Legnicy. Funkcjonariusze moskiewskiej policji poszukują seryjnego mordercy, który z powodu pozostawania przy swoich ofiarach kartoników z numerami (jakich używają fotografowie policyjni), nosi przydomek Fotograf. Śledztwo przybiera nowy bieg, kiedy pojawia się jedyna ofiara, której udało się przeżyć spotkanie z mordercą – policjantka Natasza (Tatyana Arntgolts). Grupa służb specjalnych, dowodzona przez majora Lebiadkina (Alexandr Baluev) jest wciąż krok za Fotografem. Po odkryciu niepokojących faktów z przeszłości, kierują się do Legnicy, gdzie we współpracy z polską grupą śledczą (Adam Woronowicz jako funkcjonariusz Kwiatkowski) próbują schwytać mordercę. Każdy trop prowadzi do świeżej ofiary, a każda ofiara wskazuje na motywację seryjnego zabójcy.
Jednocześnie na wykładzie docenta Dmitriewa (Evklid Kyurdzidis) przedstawiony zostaje film KGB oraz poruszony temat siedmioletniego chłopca Koli, który w latach 70. trafił do zakładu psychiatrycznego m.in. z powodu mimikry – chłopiec nie mówi własnym głosem, jedynie idealnie naśladuje głosy innych.

Najlepszy element produkcji to napięcie – przez większą część filmu twórcy serwują widzom doskonały thriller, w którym wątki i zwroty akcji mnożą się, by skanalizować się w zakończeniu. To jednocześnie wada i zaleta, a ostateczna ocena należy do widza. Mniej uważni mogą się zgubić czy uznać film za chaotyczny, nielogiczny (dlatego w tym przypadku idzie się na film, a nie do kina). Akcja poprowadzona jest dynamicznie, chociaż nie brakuje elementów zbędnych, przeciągniętych. Ich kosztem twórcy mogliby w większym stopniu wyjaśnić jedynie zarysowane wątki. W trakcie seansu widz może wprost łaknąć mniej ogólnego potraktowania niektórych elementów fabuły.

Pierwsze zaskoczenie – film produkcji polskiej, zaś aktorzy, miejsce akcji oraz język – rosyjskie. Waldemar Krzystek radzi sobie jednak doskonale w tym klimacie – współczesna Rosja, socjalistyczne republiki, klimat lat 70. w polsko-radzieckiej Legnicy. Majstersztyk. Cały ten efekt psują sceny we współczesnej Polsce. Wówczas doświadczamy klimatu dość kiepskiego serialu z kiepskimi aktorami. Arntgolts i Beluev wyglądają jak wklejeni w polską rzeczywistość. Z kolei Adam Woronowicz, po pełnej egzaltacji mesjanistycznej przemowie o tym dlaczego został funkcjonariuszem policji, może wywołać u widza uczucie zawodu. Nieprzyzwyczajeni do rosyjskich filmów mogą uznać, że cały film przypomina grą aktorską kiepski serial. Wiem jakie poruszenie może wywołać ta uwaga: dla Polaków język rosyjski (ukraiński, białoruski etc.) i czeski posiada w sobie wiele sztuczności i teatralnej (jak w przypadku czeskiego: radiowej) przesady. Gra rosyjskich aktorów jest więc na normalnym, można powiedzieć wysokim poziomie. Polskich aktorów jest w filmie najmniej. Tomasz Kot gra przyzwoicie, jedynie rozpisana dla niego rola nie pozwala na pokazanie pełni kunsztu. Agata Buzek i Sonia Bohosiewicz stanowią z kolei zaledwie tło. I duża nieścisłość – każdy mówi w swoim ojczystym języku i nie wywołuje to nieporozumień. Dobrze, Polacy znają rosyjski, ale Rosjanie niestety nie znają polskiego.

To film ambiwalentny również w kwestii wyborów moralnych i technik pracy służb specjalnych. Mimikra nie jest jedynie domeną małego Koli, ale niemal każdego bohatera filmu. Mnóstwo jest w Fotografie niezrozumiałych wyborów, nielogicznych decyzji. I chociaż zakończenie czy wręcz druga część filmu wyjaśnia wiele, nadal dla wrażliwszego kręgosłupa moralnego pozostaje to kwestią niezrozumiałą. Można powiedzieć jedno hasło – Rosja, ale nic nie tłumaczy zachowań majora czy policyjnych metod.

Nieco obawiałam się muzyki – to dla mnie ważny element filmu. Maciej Zieliński, twórca ścieżek do omijanych przeze mnie szerokim łukiem komedii romantycznych, nie był faworytem, jeśli chodzi o pełen napięcia kryminał. Muzyka współgra jednak z filmem, momentami zbyt dominując. Znośnie, chociaż przyzwyczajeni do tria: Williams, Zimmer, Desplat mogą poczuć się zawiedzeni. Ekhm, mamy do czynienia z polskim filmem.

Dzień po seansie zastanawiałam się jaki film przypomina mi Fotograf. Jack Strong rzuciła ulotka. To pozorne skojarzenie zbudowane jedynie na podstawie szeregowców w Polsce (klimat filmów jest porównywalny jedynie w odniesieniu do tych scen). Służby specjalne? Dopiero kiedy poznamy drugie dno fabuły. Momentami przypominał mi rosyjski horror Yulenka – Rosjanie mają fantazję w kwestii kontrastowego łączenia niewinności i przerażających cech dzieci, tworząc elektryzujący obraz, który wprost paraliżuje widza. Waldemar Krzystek stworzył niezły thriller z elementami kryminału i horroru. Owszem, jest mnóstwo niedociągnięć, które wywołują zażenowanie – druga część filmu, która traci dynamikę dzięki polskiej policji, nieco kiczowate, pełne emocji i patosu dialogi oraz kulawa psychologia – przeświadczenie, że logika wysiada, gdy tylko spotkamy kogoś podobnego do nas. Jeśli pominąć te niedociągnięcia, otrzymujemy pełen napięcia film, w którym akcja wciąga z każda minutą i nie puszcza do samego końca.

4/5

Podobne